Droga artysty
Gdzie kupić oryginalne obrazy? Maluję obrazy od około ośmiu-dziewięciu lat. W 2016 roku miałam już na swoim koncie pierwsze sprzedaże i obrazy na zamówienie oraz wystawę grupową w Katowicach w 2017r. Moja firma obchodziła w lutym tego roku trzylecie istnienia. Od 2016 roku przeszłam długą drogę, zarówno artystyczną jak i osobistą. Bardzo dużo się wydarzyło dobrego, o złym wolę nie wspominać. „Droga artysty” to nie tylko książka Julii Cameron, którą po sześciu latach kończę czytać. To również droga każdego z nas, artystów, którzy zdecydujemy się pokazać swoje prace innym. Mierzymy się wówczas z opinią i oceną, krytyką lub zadowoleniem obserwujących. Trafić do serc swoich odbiorców jest wielką sztuką. Sprawić, by nasze dzieła trafiły w gust i smak tych, którzy na nie patrzą… To nasze być albo nie być w świecie sztuki.
Jak to się robi, czyli gdzie powstawały moje obrazy?
Od początku własnej drogi, tworzyłam w domu. Malowałam w salonie lub wyznaczonym do tego miejscu w kolejnych mieszkaniach, gdzie się przeprowadzałam. Zaczynałam w Pszczynie, na środku salonu ochlapana farbą podłoga i sztaluga, o którą wszyscy domownicy się potykali. Tak zaczyna chyba każdy artysta… Miałam epizod katowicki, gdzie usilnie chciałam rozwinąć swoje życie artystyczne. Poległam. Potem, w ferworze zmian osobistych, malowałam w Działdowie, w mieszkaniu mojego partnera, tym razem w kuchni. Po burzliwych latach, w końcu nastała stabilizacja. W wynajętym mieszkaniu niedaleko dworca w Olsztynie, miałam swój mały, twórczy azyl w części salonu. Zajmował chyba 6 metrów kwadratowych, był ciasny i mało komfortowy, ale bardzo słoneczny. Życie uznało zmianę jako przewodni motyw moich ostatnich 10 lat życia, tak więc kolejna przeprowadzka zaowocowała sporą powierzchnią artystyczną w wielkim salonie na Zatorzu w Olsztynie. Tu czułam się bosko. Miałam dużo miejsca, mogłam malować z rozmachem, tak wówczas myślałam. Myślałam też, że to wszystko na co mnie stać i, że do końca życia będę malować w części mieszkania, gdzie nie do końca mam swobodę i mogę działać na większą skalę, na przykład w formatach.
W głowie kiełkował mi pomysł wynajęcia jakiejś przestrzeni. Pojawiał się we mnie i znikał. Nie wierzyłam chyba, że to możliwe, bałam się kosztów i zobowiązania do miejsca, w którym muszę pozostać na jakiś dłuższy czas. Życie bowiem, nauczyło mnie, że nic nie trwa wiecznie i nawet z najbardziej komfortowej sytuacji czasem trzeba zrezygnować, by móc iść dalej lub co gorsza, gdy życie podejmuje decyzję za ciebie, musisz się do tego przyzwyczaić czy ci się podobało czy nie. Życie jest bezlitosne. Bywa dobre, ale potrafi kaleczyć.
Galeria obrazów i pracownia w Olsztynie na Zatorzu
W lutym 2024 roku pojawił się wolny lokal, niedaleko wynajmowanego przez nas mieszkania. To był strzał, szybka decyzja. Biorę. Lokal był w piwnicy, dość jasny, chociaż dachy obskurnej hali targowej przy Zatorzance, odbijały światło słoneczne tak, że w rezultacie nie było tam tak świetliście i jasno jak przypuszczałam. Właściwie, gdy zaczęłam tam pracować, nie mogłam się odnaleźć, ale cóż, decyzję o najmie już podjęłam, umowę podpisałam, zapłaciłam i żyłam nadzieją, że się przyzwyczaję jak do innych niewygodnych rzeczy i sytuacji w moim życiu. Ufam w dobre zbiegi okoliczności. Wierzę w energię kosmosu, która mnie wspiera, Inaczej nie byłabym w tym miejscu, w którym dziś jestem.
Tuż obok naszego dużego apartamentu zatorzańskiego na pierwszym piętrze, który wynajmujemy z Mariuszem od prawie dwóch lat, zwolnił się piękny lokal. Tak, zrobiłam to. W ciągu dwóch czy trzech tygodni, rozwiązałam umowę z właścicielem piwnicy i podpisałam nową umowę najmu tuż obok nas. Remont, który zrobiliśmy w piwnicy, posłużył pewnie kolejnym chętnym na wynajem tego lokalu lub jego właścicielowi. Mnóstwo pracy poszło na marne lub nie. Ale było warto. Nie do końca pamiętam, co się wtedy działo. Bo raptem wszystkie rzeczy z lokalu w piwnicy, znalazły się piętro wyżej. Ściany w nowej pracowni były pomalowane na biało, ścianki działowe zrobione, podłoga położona. Obrazy wisiały na swoim miejscu, sofa zdobiła przestrzeń na odpoczynek. Sztalugi czekały na mnie z utęsknieniem.
Teraz schodzę do pracowni w kapciach, także wyobrażacie sobie ten komfort? Moja nowa przestrzeń do pracy jest piękna, duża i wygodna. I najważniejsze, jest tam bardzo jasno, widzę naprawdę kawał nieba. Mam miejsce do pracy i przestrzeń galeryjną, abyście mogli oglądać moje prace na żywo. Galeria i pracownia to mój azyl, taki z prawdziwego zdarzenia. Uwielbiam tam tworzyć, być, spotykać się ze znajomymi. Czasem odwiedza mnie Mariusz i zachęcony tą piękną przestrzenią, również podejmuje próby twórcze. Wierzę, że stworzymy z czasem art team i będziemy żyć długo i szczęśliwie, w towarzystwie moich i jego obrazów.
Pierwszy dzień wiosny
Wczoraj przypadał pierwszy dzień wiosny, na wieść o czym media społecznościowe zostały zasypane wiosennymi obrazkami, sentencjami i innymi zielonymi. Ostatnio z moją siostrą rozmawiałyśmy o epizodach depresyjnych, tak wraz z nastaniem wiosny niekoniecznie wszystkim jest lekko na sercach, umysłach lub ciałach. I tak powstał tytuł mojego najnowszego obrazu „Epizod wiosenny”. Bo gdzie tu wiosna? Nie ma jej przecież, przynajmniej nie widać jej z moich okiem salonu prowadzących na brzydnie dachy marketów i zaniedbane stragany targowiska. Kiedy jednak wyjdę z domu, minę ulicę Wojska Polskiego w Olsztynie i pójdę dalej prosto, zejdę stromym zboczem, przejdę przez most na Łynie, znajdę się w wiosennym raju. Nie ma jeszcze zielonych, soczystych liści na drzewach, ale spod szarej warstwy jesiennego listowia, przedziera się mocno jarząca, zielona trawa. Oznaka nowego życia. Rzeka gra swój rytm, wtórują jej ptaki, które zmówiły się, że pierwszego dnia wiosny dają koncert nad Łyną. A my możemy go posłuchać za darmo.
Obraz „Epizod wiosenny”
Obraz pt. „Epizod wiosenny” to praca w świeżej kolorystyce, bo jest tam tak soczysta zieleń jak pierwsze listki na drzewach i żółcienie, i trochę seledynowego turkusu rozpływającego się z brązach. Wszystko to nakryte niebem w jasnej tonacji. Obraz ma 90x130cm i może tworzyć cudne okno, powieszony na ścianie w salonie. To akryl na płótnie, a do tego różne moje eksperymenty malarskie, o których napiszę na łamach tego bloga już wkrótce.