Wypalenie zawodowe u artysty
Wypalenie zawodowe u artysty
Każdy artysta za pewne boryka się z momentami w twórczości, kiedy wątpi w swoje zdolności, potencjał i przyszłość w świecie sztuki. I ja mam takie chwile. Ostatnio zdarzają się one nazbyt często… Nieco mnie to martwi, bo myślałam, że jak się kocha to, co się robi, to wypalenie zawodowe nie przyjdzie. A jednak… Nie wiem, czy to już wypalenie, czy lekki kryzys? Miewałam już takie odczucia i etapy. Jednak teraz jest inaczej. Mam wrażenie, że albo to przetrwam, albo wszystko się skończy. Porzucę malowanie i …? Przerażają mnie takie myśli. Wypieram je.
Kiedy pojawiają się kryzysy? Znam już ten mechanizm. Maluję jak zwykle, bardzo intensywnie, dużo, z dobrą energia i przychodzi moment, kiedy klienci nie przychodzą. Te chwile są dla artysty chyba najtrudniejsze. To wtedy pojawiają się katastroficzne myśli, bo przecież nic innego nie potrafię robić…
Drugi powód wypalenia jest również bardzo dla mnie czytelny. Stale masz być kreatywna! Pomysłowa! Aktywna! Pracowita! Tworzyć nowe i ciągle nowe wizje twórcze. Ma to być niekończąca się historia kreacji. Czy tak w ogóle da się żyć? Nie wyobrażacie sobie jaka jest to ogromna presja! Jaki obowiązek, by sprostać.
Ale prawda jest taka, że nie zawsze mam pomysł, nie zawsze chcę przelewać to, co czuję na płótno. Nie zawsze chcę malować. I powstaje dysonans, bo to moja praca. Do pracy nie możesz nie chodzić jak Ci się nie chce, prawda? Kiedyś traktowałam malarstwo bardziej jako pasję i pracę jednocześnie. Dziś pojawiają się chwile, w których pasji już nie ma. Jest konsekwentna praca i rutyna. Wiem, że nawet wtedy udaje mi się stworzyć coś dobrego, ale jest też tak, że obrazy lądują w magazynku i tam pozostają, czekając na lepszy czas.
Każdy zawód ma dobre i złe strony, czy też plusy i minusy, albo obciążenia. I tak, jak czuję mnóstwo pozytywnych aspektów mojego artystycznego życia, dostrzegam również to, co jest ciężkie.
Nie malujesz, nie pracujesz, nie zarabiasz. Nie chcę spłaszczać sztuki, ale musicie zdawać sobie sprawę z tego, że artysta to normalny człowiek, który musi płacić za utrzymanie siebie, firmy i lokalu. Bo oprócz utrzymania siebie, aby być transparentną finansowo i legalnie pracować, mam firmę, odprowadzam podatki, płacę ZUS i opłacam lokal, w którym maluję.
Istnieć we współczesnych mediach społecznościowych… Już o tym pisałam, w którymś poście tu na blogu. Jak przebić się w gąszczu twórców i zachwycić ludzi swoimi obrazami? Trudne jest to w dzisiejszych realiach. Mnogość kontentu innych artystów, często dużo młodszych i bardziej otwartych, odważnych w mediach społecznościowych. Różnice cenowe obrazów, teraz możesz złapać okazję na obraz za kilkaset złotych i jeśli klient nie zwraca uwagi na nazwisko oraz dorobek artysty, wybierze lepszą finansowo dla siebie opcję. I tak wiem, że liczy się styl i to jak oddziałujesz na odbiorców. Zgadza się i ja to zupełnie rozumiem. Jednak to jest tez biznes, a ten rządzi się swoimi prawami, Jakimi? Sami odpowiedzcie na to pytanie…
Kolejna schematy dotyczy syndromu oszusta. Udaję, że coś umiem… Oczywiście to Wy oceniacie, czujecie i odbieracie moje obrazy i informacja zwrotna od Was jest piękna, daje mi uznanie, jest pochlebna. Syndrom oszusta dotyczy naszych emocji jako artystów, twórców. To przekonanie, zjawisko psychologiczne, że nie zasługuję na swój sukces. Pomimo realnych osiągnięć, wątpię w siebie. Z pewnością syndrom oszusta ma podłoże w doświadczeniach, może w dzieciństwie. Nie każdy artysta chyba to odczuwa. Nie wiem. Mi się zdarza. To wątpliwość we własne zdolności… Smutne…
*
W moich przemyśleniach wybrzmiewają nieuleczone schematy i programy. Siedzą głęboko, pod powierzchnią mojej duszy. Odzywają się, gdy jestem krucha, słaba albo smutna. Akceptuję to. Po wielu latach pracy ze sobą, nie silę się już na to, by to zrozumieć, poznać przyczynę za wszelką cenę. Gdy odkryję jedną, po jakimś czasie okazuje się, że to jeszcze nie to. I tak w kółko. Życie. Planeta ziemia. Czy są tak głębokie rany, których nie da się uleczyć na zawsze? Czy to nasza konstrukcja psychiczna? Strach? Warunki zewnętrzne? Jakiś czas temu myślałam, że mogę mieć wpływ na wszystko w swoim życiu. Dziś to kwestionuję. Nie, nie mam wpływu na bardzo wiele…
*
Takie wiadomości otrzymuje często od moich zadowolonych klientów. Jest to dla mnie ogromna satysfakcja i radość oraz potwierdzenie, że mam tworzyć dalej.
„Chcieliśmy bardzo podziękować za obraz. Jest po prostu przepiękny i na żywo robi jeszcze większe wrażenie, niż na zdjęciach. Idealnie wkomponował się w nasze wnętrze i stał się jego sercem. Rama idealna. Jesteśmy zachwyceni, że Pani dzieło trafiło do naszego domu!
*
Szarość – biel – czerń, czyli monochromatyczne obrazy abstrakcyjne do nowoczesnych wnętrz. Maluję takie obrazy dla moich kochanych klientów. Czasami dodaję złoto lub srebro, ale tym razem obraz jest bez metalicznych barw.
Idealnie pasuje do wnętrza, został dobrany w dbałości o każdy szczegół. Spełnił oczekiwania moich klientów. Piszą do mnie tak:






